Imperium

Kurz z dokumentów jeszcze kręcił go w nosie. Stojąc w szerokim korytarzu prowadzącym do reprezentacyjnej sali letniego pałacu książąt Averlandu Dietriech Wanke, koncepista drugiego stopnia książęcej kancelarii, z trudem powstrzymywał kichnięcie. Wolał jednak nie ryzykować, że książę zobaczy go wycierającego nos, jego pozycja była wystarczająco słaba, a jego zwierzchnicy postarali się, by jego teorie dotarły do książęcych uszu znacznie zniekształcone. Miał tylko tą jedną szansę, by przekonać władcę, a jednoczesne przedstawianie się i wycieranie nosa nie sprawiłoby, że będzie wyglądał poważniej. A pomimo drwin, jakie na temat swojej teorii musiał wysłuchiwać ze strony Mullera, szefa książęcego archiwum, Dietriech wiedział, że sprawa jest poważna.

Za bogato zdobionymi drzwiami słychać było szum poruszenia, bez wątpienia za kilka chwil będzie już po wszystkim. Jeśli, wbrew wszystkim doradcom i strażnikom, uda mu się zatrzymać księcia, będzie miał tylko kilka chwil na to, by streścić mu ostatnie kilkanaście miesięcy swojej wytężonej pracy nad starymi dokumentami. Często w nocy, przy blasku świec. Pracy, która zaczęła się od przypadkowo znalezionych listów pewnego żołnierza, który wraz z siłami Magnusa Pobożnego wyruszył na południe po wiktorii Kislevskiej do przeklętego Mordheim. Znalezione przez Dietriecha w dokumentach starego procesu o czary listy, których treść początkowo wyglądała jak świetne źródło do pisanego przez Dietriecha historycznego dzieła na temat kampanii najsłynniejszego po Sigmarze wodza Imperium, z biegiem czasu stawały się coraz dziwniejsze. Pieter Van Leeuwen, pochodzący spod Marienburga autor, opisywał w nich swoim krewnym pewien przedmiot, który miał z kilkoma towarzyszami transportować z mroźnej północy na południe do Księstw Granicznych. Im dalej Van Leeuwen posuwał się na południe, tym jego listy coraz bardziej się zmieniały. Litery, zamiast poskręcanych kursywą zygzaków stawały się coraz wyraźniejsze, każdy wiersz trochę równiejszy, każdy akapit bardziej symetryczny. Ostatni zachowany list składał się już praktycznie tylko z lustrzanie ustawionych liter i cyfr, jakby autor próbował zmieścić na jednej stronie jak najwięcej sposobów na odbicie losowych znaków.

Inkwizytor, który dołączył te listy do akt sprawy, choć zachowane protokoły przesłuchań świadczyły o tym, że próbował się tego dowiedzieć, nigdy nie zdołał odkryć gdzie znajduje się przedmiot. Nie wpadł też na trop samego Van Leeuwena, a przynajmniej nie zachowały się żadne dokumenty to potwierdzające. Ale Dietriechowi się udało. W pismach szalonego żołnierza znalazł sens, odszyfrował część z nich. A książę musi dowiedzieć się o tym, czego się dowiedział.

Dietriech odwrócił się plecami do drzwi i lewą ręką oparł o framugę okna, z którego widać było łagodne averlandzkie wzgórza porośnięte soczystą trawą, na których pasły się imponujące konie. W prawej trzymał plik dokumentów dla księcia. Tam jest wszystko spisane.

Stukot metalowej zasuwy wyrwał Dietriecha z zamyślenia. Na tą szansę, by przekazać władcy to, nad czym pracował, czekał od dawna.

„Mości książę, mości książę!” Dietriech szybkim krokiem ruszył w kierunku swojego władcy, by przyklęknąć na jedno kolano na środku korytarza, zatrzymując w ten sposób książęcy orszak. Dwóch gwardzistów momentalnie zagrodziło mu drogę.

„Kim jesteś i dlaczego zatrzymujesz mnie w moim własnym pałacu,” spytał wyraźnie rozbawiony całą sytuacją książę.

„Nazywam się Dietriech Wanke i jestem koncepistą kancelarii jaśnie oświeconego księcia,” odparł Dietriech spuszczając wzrok. „A ośmielam się przeszkadzać waszej książęcej mości, ponieważ odkryłem coś, co książę powinien wiedzieć.”

„Nie ufasz mojemu kanclerzowi, że nie możesz przekazać tych informacji normalną drogą?”

„Nie o kanclerza chodzi, mości książę… Mój zwierzchnik nie chciał przekazać tych informacji, uważa, że oszalałem,” Dietriech podniósł głowę, a jego spojrzenie spotkało się ze wzrokiem wyraźnie zainteresowanego księcia.

„Rzeczywiście, metody masz niezwykłe. Mów więc, o co chodzi, mam wiele zajęć.”

„Książę mógłby rozważyć ich przełożenie i zamiast nich przeczytać to,” Dietriech wyciągnął przed siebie rękę z plikiem dokumentów.

„Dlaczego miałoby nas to obchodzić?” Spytał książę biorąc dokumenty do ręki.

„Ponieważ jeżeli się mylę, co najwyżej straci książę trochę pieniędzy. Ale jeżeli mam rację, może stracić całe księstwo. I nie tylko.”

Powrót