Wampiry i Skaveni

Kropla zielonej cieczy spłynęła powoli po szyjce retorty i z cichym pluskiem wpadła do znajdującego się pod nią naczynia.

„Tego szukałeś?” Karmazynowe usta baronowej wykrzywiły się w szyderczym uśmiechu znad tarczy, którą trzymała obecnie w lewej ręce zasłaniając korpus.

„Tak, tak,” wydłużony pysk szczura zadrżał z podniecenia. „Tarcza rzecz, pomoże ją zdobyć,” rogaty szczuroczłek, wyraźnie zafascynowany przedmiotem, wyciągnął lekko w jego stronę swoją łapę. Widząc ten gest baronowa odsunęła tarczę od niego.

„Nie tak szybko. Ja dotrzymałam swojej części umowy, teraz twoja kolej.”

Szary szczur odwrócił się z zadziwiającą prędkością i już po chwili stał za naprędce skleconym stołem zastawionym różnej maści naczyniami, fiolkami i retortami. Pod największą z nich płonął palnik alkoholowy smagając czarnymi smugami naczynie, w którym bulgotała brunatna maź. Znajdowali się w niewielkim laboratorium. Sądząc po nieładzie, jaki w nim panował, oraz po nieotwartych skrzyniach, jakie się w nim znajdowały, podwładni rogatego szczuroczłeka zorganizowali je dla swojego pana w Księstwach Granicznych dopiero niedawno. Najwyraźniej nie podróżował bez swoich zabawek. A może to tylko pozory, a w rzeczywistości to laboratorium zawsze tak wygląda, a on jest na własnym terenie?

Kolejna kropla skondensowała się i skapnęła do fiolki.

Szczuroczłek przekrzywił głowę i wbił wzrok w tarczę. Nie miała ona typowego kształtu, zwężała się co prawda ku dołowi, ale zakończona była czterema zębami. W pole wyraźnie wpisany był zarys czaszki, a metalowe zęby na dole stanowiły jej górną szczękę. Czaszka była podzielona pionowo na pół, a w świetle lamp i palników wyraźnie widać było, że tylko jej połowa odbija światło. Druga połowa była czarna jak smoła.

„Po co ci ten stary rupieć?” Zapytała baronowa. „Wyduś to w końcu.”

Szary zmarszczył nos wciągając w płuca opary znad retorty. Kiedy je wypuścił, widać było, że z jego nozdrzy wypływają strużki dymu.

„Tarcza rzecz ważna ważna,” powiedział jakby wolniej niż zwykle. „Należeć kiedyś do wielki wojownik, który przelać dużo akhash. Dużo krwi. Naszej krwi krwi i innej też, tak, tak. Wielki wojownik, wielki przeciwnik, tak, tak. On polować na wiernych sługów, zabijać wiernych sługów. Ale sam służyć Odrzuconemu, tak, tak. Ogień ogniem, ogień ogniem.”

W miarę jak wypowiadał te słowa, szczuroczłek ruszył zza stołu by zbliżyć się do tarczy.

„Tak, tak. Potężny. Ale później zaginąć, na wieki wieki.”

„Ale co to ma wspólnego z naszymi poszukiwaniami?” Zapytała wyraźnie już poirytowana baronowa.

„Początek jest końcem, a koniec początkiem. Tak, tak. Jego los jest spleciony z jej losem.”

Zielona kropla wpadła do naczynia.

Powrót

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *