2. Krasnoludzka Kuźnia

19.10.2510 IC, dzień drogi na wschód od Kreutzhoffen

Na dobrą godzinę przed zmrokiem dyliżans dotarł do wyznaczonego na ten dzień celu. “Krasnoludzka Kuźnia” – przydrożna gospoda, funkcjonująca również jako zajezdnia swoją nazwą mogła wprowadzić podróżnych w błąd. Chociaż otoczony murem i wsparty jedną ścianą o skały kamienny budynek z całą pewnością zawdzięczał swój kształt krasnoludzkiej sztuce kamieniarskiej, o tyle jego mieszkańcy z pewnością krasnoludami nie byli.

Niziołki, w większości dzieci, krzątały się, biegały i krzyczały po całej karczmie. I chociaż nadmiar hałasu nie był częścią oczekiwanego wypoczynku, o tyle ogień kominka i zapach strawy unoszący się w głównej sali obiecywały zrekompensować tę drobną niedogodność.

Pośród setki pytań o wszystko i wszystkich, które zasypały podróżników, jak i długich i nader szczegółowych odpowiedzi na pytania, które nie zostały przez nich zadane, nasi bohaterowie rozsiedli się przy ogniu, niecierpliwie oczekując wieczerzy i mimowolnie chłonąc informacje z potoku słów wylewających się z gardeł gospodarzy.

Anni, młodsza z sióstr prowadzących gospodę, przepraszała za cały harmider wywołany gromadką dzieci nie znających pojęć przestrzeni i własności osobistej, jednocześnie starając się przygotować posiłek i uskarżając na piętrzące się nad nią obowiązki odkąd Esmeralda, będąca przy nadziei, skarży się na osłabiające ją dolegliwości.

Eike szybko weszła w słowo gospodyni, oferując swoją pomoc jako lekarka, co spotkało się z ciepłym uśmiechem Maximiliana – rudowłosego męża chorej, który chętnie zaprowadził Eikę na zaplecze, gdzie ta zażywała odpoczynku.

Tymczasem Thomas, czarnowłosy mąż Anni przejął ciężar konwersacji, zmieniając temat na pogodę, która choć chłodna, wydawała się łagodna jak na tę porę roku, nie tak jak za urodzin drugiej córki, siostry przyrodniej, bratanka mamy, przyjaciela męża Esmeraldy

Zaplecze i znajdujące się tam pokoje z pewnością były budowane z myślą o nieco niższych mieszkańcach Imperium niż nasza młoda medyczka. Esmeralda leżała w gorączce, wyraźnie osłabiona. Po gruntownych oględzinach diagnoza, choć nieprawdopodobna, wydawała się oczywista: Ratte Feaver – choroba roznoszona przez gryzonie, jest powracającą plagą w wielu miastach. Jak jednak pojawiła się tutaj, na odludziu?

Eike dokładnie oczyściła i zabandażowała niewielką ranę na kostce chorej, podała jej również wywar ziołowy mający przynieść ulgę i zaleciła odpoczynek. Choroba chociaż dotkliwa, nie była śmiertelna, zatem nie było powodów do obaw.

Jednak wciąż zdziwiona typowo miejską chorobą w takim miejscu, postanowiła przeprowadzić gruntowny wywiad z Maksymilianem, dzięki czemu dowiedziała się że Esmeralda, uwielbia przesiadywać w ambonie starej wieży obserwacyjnej nieopodal karczmy i podziwiać ogrom Gór Czarnych.

Uzbrojona w pochodnię i własną ciekawość, lekarka opuściła karczmę w celu zbadania wieży. Zimno nocy wydawało się jeszcze dotkliwsze, po opuszczeniu ciepłego wnętrza gospody, Eike poprawiając swój gruby, zimowy płaszcz – dar od dawnego adoratora – wyszła za mury gospody odprowadzana czujnym spojrzeniem stajennego, niewysokiego, łysego mężczyzny w średnim wieku o twarzy naznaczonej siatką zmarszczek i blizn.

Tymczasem Thomas, zostawiwszy pogodę w spokoju, podjął temat historii samej karczmy. Odnowionej przez dziadka sióstr, który po ukończeniu zaszczytnej służby strażnika pól w Krainie Zgromadzenia, wyruszył w drogę po gościńcach w poszukiwaniu: sławy, złota i co najważniejsze najlepszych przepisów kulinarnych Starego Świata.

Sigfrieda postanowiła porozmawiać z dwójką pozostałych gości. Agatha, siwowłosa kobieta z sękatym kosturem w dłoni przyozdobionym płonącym lampionem, opowiadała o swojej pielgrzymce z pierwszej świątyni Sigmara w Nuln, z której niesie święty płomień i oleje, aby rozpalić lampiony we wszystkich kapliczkach strzegących tych niebezpiecznych szlaków.

Natomiast Ruppert, młody, prosty chłopak nie dawał wciągać się w rozmowy, twierdząc, że oczekuje na przyjaciela, który miał się tu pojawić dwa dni temu i nerwowo co chwila spoglądał w kierunku drzwi, które wreszcie otworzyły się z hukiem. Wraz z wdzierającym się do środka mroźnym powietrzem do wnętrza weszło czterech uzbrojonych mężczyzn.

Wieża to zbyt wielkie słowo jak na wspartą na palach ambonę, którą odnalazła Eike. Rzeczywiście jednak z jej szczytu rozlegał się wspaniały widok na góry oświetlone blaskiem gwiazd i obu księżyców. Jednak zimny wiatr zachęcał do szybkiego powrotu, a płomień pochodni nie pozwalał dostrzec zbyt wiele, Eike odnalazła jednak kępkę czarnej sierści zaczepionej o drabinę wieży, nim postanowiła wrócić do karczmy.

Gunter Lang! – Wykrzyknął Thomas radośnie, co przyniosło widoczną ulgę naszym bohaterom. Wysoki mężczyzna z czarną brodą i wąsami z uśmiechem przywitał się z gospodarzami, lekko utykając na drewnianej nodze przechodząc przez karczmę. Wielki kapelusz, pistolety u pasa, oraz Imperialne insygnia nie pozostawiały wątpliwości, przybył Strażnik dróg, wraz ze swoimi pomocnikami.

Werner postanowił zadać nowoprzybyłym jedno ze swoich ulubionych pytań, już tasując karty: To może partyjkę?  Hans, Helmut i Hieronim Haas, bo tak się nazywali z radością dołączyli do gry. Tak jak rysy twarzy trójki młodych, wysokich blondynów zdradzały że byli braćmi, tak ich akcent równie wyraźnie podawał miejsce pochodzenia – Nuln, perła Wisenlandu.

Bracia byli żołnierzami armii Nuln, jednak podczas przepustki najmłodszy z nich Hans wpadł na pomysł pożyczenia kilku koni od zaprzyjaźnionego oddziału kawalerii w celu odbycia podróży do zamtuza w Wisenburgu, gdzie ceny są niższe a białogłowe mniej zmanierowane, jak twierdził. Niestety gdy cała sprawa się wydała, dowódca postanowił, że skoro braciom marzy się podróżowanie konno to da im do tego sposobność. Karnie wysłani do Kreutzhoffen jako zastępcy strażnika dróg mają spędzić najbliższą zimę w strażnicy na rogatkach w przełęczy Gór Szarych. Gdzie z pewnością nie uświadczą towarzystwa  żadnej białogłowej, zmanierowanej, bądź nie.

Historia braci wywołała zrozumiałe rozbawienie wszystkich zebranych i tylko Hieronim, najstarszy z nich nagle poczerwieniał, nie spuściwszy jednak wzroku z Eike, która powróciła do karczmy.

Strawę wreszcie podano i z pewnością była ona warta oczekiwania, wszak nie bez powodu wszyscy chwalą kulinarne zdolności niziołków. Co więcej Maksymilian w podziękowaniu dla Eike,za opiekę nad żoną przyniósł z piwnicy beczułkę trunku, który okazał się pochodzić ze słynnego browaru Bugmana, którego ruiny leżały o kilkadziesiąt mil w górę biegu rzeki Soll. 

Krasnoludzkie piwo, jedzenie przygotowane przez niziołki, przy takiej oprawie, wieczór musiał być udany. Do późna toczono rozmowy, grano w karty i wymieniano historię o tym co czeka na szlaku. Z brzuchami pełnymi jadła i napitków, goście zaczęli szykować się do snu, wszak kolejny dzień zbliżał się nieubłaganie, a zima nie będzie czekała na leniwych.

I tylko Karl, stajenny jadł sam skulony w ciemnym kącie karczmy wpatrując się w twarz kobiety, którą przecież tyle lat temu zostawił na pewną śmierć. A przecież nie był to pierwszy duch przeszłości, który się dziś  o niego upomniał.

Spis treści
Inne przygody

Ilustracja pochodzi z podręcznika podstawowego Warhammer Fantasy Roleplay 4th edition, wydanego przez Cubicle 7 Games.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *