3. Drugie dno

20.10.2511, na szlaku do Sonnefurtr

Złowrogi ryk blaszanego demona dosięgnął niespodziewających się zasadzki bohaterów, wbijając swe okrutne szpony przez uszy i rozszarpując ich głowy na tysiące kawałków.

– Wstawać, do cholery! – krzyczał Detlev, waląc jednocześnie łyżką w blaszany cebrzyk z gorliwością jakiej zwykł szczędzić koniom gdy trzymał w dłoni bat. Uśmiech na jego twarzy dobitnie świadczył o tym, że jest to jego ulubiona część podróży. Tak, woźnica uwielbiał wykorzystywać swój wypraktykowany przez lata pracy talent do delikatnego wybudzania pasażerów ze snu.

– Przecież nie śpię. – warknął rozespany, i co gorsza, skacowany Werner wstając z posłania. Podobnie reszta kompanii opuściła królestwo snów i ponurym orszakiem ruszyła w kierunku śniadania.

W karczmie pozostał jeszcze Günter – strażnik dróg, wraz z trójką swoich podopiecznych, którzy również ponieśli ciężkie straty moralne podczas wczorajszego boju z alkoholem. Co gorsza, ich sakiewki zauważalnie zelżały za sprawą Sigmunda, Wernera, kart i wyjątkowego pecha. Jedynie złożona z niziołków obsługa i zawsze stoicka, odbywająca pielgrzymkę Agatha, nie wydawali się cierpieć tego poranka. Dzieląc się strawą wymieniono uprzejmości, pożegnania i życzenia pomyślnej drogi. Szlak jednak nie czeka, więc pośpiesznie każdy ruszył w swoją stronę.

Poranek był zimny, a chmury opierające się o górskie szczyty nie zwiastowały nadejścia promieni słonecznych. Skuleni w dyliżansie bohaterowie dołożyli starań, aby kocami zatkać wszelkie szpary, którymi chłód mogłoby dostać się do środka i każdy opatulony w swoje najcieplejsze odzienie starał się wydrzeć jeszcze odrobinę snu, wsłuchując się w świst wiatru i rytmiczny stukot kół.

Trzask! – Dyliżans wzbił się na chwilę w powietrze. Krzyki i wrzaski dobiegały zza zasłoniętych okien niesione mroźnym wiatrem, podczas gdy pojazd podskakiwał na wybojach. W środku każdy starał się uchwycić czegokolwiek. Wtem huk wystrzału rozdarł górskie powietrze. Sigfrieda chciała dojrzeć coś przez okno, odsłaniając jeden z kocy, lecz pnie mijanych drzew nie zdradzały co właśnie się wydarzyło.

Kolejne uderzenie podwozia, wzdrygnęło dyliżansem, który podskoczył a koła ponownie zazgrzytały na nawierzchnię gościńca.
– Co się tam dzieje?! – wykrzyczane przez Eike zlewało się w jeden dźwięk z:
– Zatrzymaj się! – Sigmunda, oraz klątwami ciskanymi przez Wernera.
Jedyną odpowiedzią pozostawał jednak świst wiatru i rżenie galopujących koni. Dyliżans nabierał prędkości. Pasażerowie jednocześnie starali się uchwycić czegokolwiek, oraz zabezpieczyć swój dobytek i broń.

Wernerowi w głowie zaświtał nawet pomysł zaczerpnięty z awanturniczych historii, aby przez drzwi pędzącego dyliżansu dostać się do kozła woźnicy. Nim jednak zdążył wprowadzić go w życie, jeden z koni wydał swój ostatni ryk i padając przechylił cały dyliżans na bok.

Absolwent Altdorfskich Kolegiów Magii swoim dostojnym upadkiem na aktualnie dolną ścianę dyliżansu, zamortyzował spadających nań współpasażerów. I tylko Sigfrieda uczepiona skórzanego paska przy drzwiach otwierających się właśnie ku niebu, zgrabnie i jakby od niechcenia wsparła się stopami o oparcia ławek, oczekując, aż przewrócony pojazd wytraci swój pęd. Nim dyliżans zdążył się całkowicie zatrzymać, wspięła się na górę i z wyciągniętym rapierem w doskonałej pozycji szermierczej oczekiwała tego co ma nadejść.

Nic jednak jednak nie nadchodziło, gościniec z jednej strony niknął za skalnym zakrętem, z drugiej prowadził w nieznane. Ranny koń rżał przeraźliwie, a płatki śniegu zaczęły powoli lecieć z nieba.

– Może jednak stąd wyjdziemy? – Zaproponował zgryźliwie Sigmund, uprzednio pozbywszy się brzemienia współpasażerów. Nikt nie protestował. Z pomocą Sigfriedy wszystkim udało się szybko opuścić przewrócony pojazd.

Minęły wreszcie długie sekundy pełne napięcia, gdy każdy z bronią w dłoniach spodziewał się kolejnego ataku, jednak żaden bandyta, ani żadna bestia nie pojawili się na drodze. Nadszedł czas, aby zacząć działać.

Werner litościwie dobił ranne zwierzę, drugi z koni już zdechł. Strzała sterczała spomiędzy żeber zwierzęcia. Sigmund postanowił przetrząsnąć zawartość wozu, w poszukiwaniu wszystkiego co może pomóc w przetrwaniu najbliższej nocy, podczas gdy Eike odnalazła leżącego w śniegu Detleva. Również martwego ze strzałą tkwiącą pod obojczykiem i leżącym nieopodal garłaczem, który wciąż rozsiewał woń prochu po niedawnym wystrzale.

Poszukiwania Sigmunda były owocne: dwa dni racji żywnościowych, kilka kocy, pochodni i drewno na opał, a nawet namiot. Kufer z tyłu pojazdu był zaskakująco dobrze przygotowany na nieoczekiwany postój na szlaku, ocalało również kilka gołębi pocztowych w klatkach umieszczonych na dachu. Praktyczne podejście z którego tak słyną Wissenlandczycy, miało uratować życie naszych bohaterów.

Jednak Wrener, poborca myta mający doświadczenie w przeszukiwaniu wszelkiej maści powozów pod kątem przewożonej kontrabandy, nie dał się tak łatwo zwieść i postanowił sprawdzić całość raz jeszcze. Jak się okazało jego przeczucie było słuszne. Uszkodzenia jakich doznała skrzynia podczas wypadku pozwoliła mu dostrzec starannie zakamuflowane drugie dno, a w tajnej skrytce znajdowało się starannie zapakowane, spore zawiniątko.

Nikt się długo nie zastanawiał. Szybko odpakowano całość, były tam dwa stalowe cylindry, lecz o sześciokątnym przekroju. Długie na stopę, o średnicy jakichś trzech cali i puste w środku. Z czymś co mogło służyć za uchwyt na jednym końcu, oraz pozbawione dna na drugim. Na całej powycinano rozmaite wzory i symbole, nadające ażurowy wygląd całej konstrukcji.

– Krasnoludzka robota – bez wahania rzucił Sigmund, lecz nie potrafił wyjaśnić do czego owe przedmioty miały służyć. Z pewnością jednak były wartościowe, co zauważył zawsze pragmatyczny Werner.

Znalezisko chociaż interesujące, na chwilę obecną było jednak całkowicie bezużyteczne. Należało podjąć decyzję: wrócić się tam gdzie dyliżans został zaatakowany, czy też ruszyć naprzód, zostawiając za plecami nieznane niebezpieczeństwo?

Spis treści
Inne przygody

Grafika: „Winter in the Mountains” autorstwa Fle-X

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *