Akt II – Kraina Tysiąca Tronów

Podróżujemy już od wielu dni. Łódź zabrała nas w górę Reiku, później gościńcem ruszyliśmy przez Przełęcz Czarnego Ognia, teraz przemy po tutejszych ścieżkach i drogach. Karawana wbrew moim zaleceniom porusza się powoli, a mnie nie odstępują trwoga i wątpliwości. Czy zdążymy na czas?

Przecież w tej podłej krainie, gdzie każdy bandyta mogący zebrać kilkunastu popleczników zwie się Księciem, a posiadając chorągiew jazdy zapewne Królem, jak nie Cesarzem, nasza karawana jest wystarczającą siłą, aby przeciwstawić się potencjalnym niebezpieczeństwom.

Wiem jednak, że jesteśmy coraz bliżej. Mój kryształ wskazuje drogę, mówi do mnie jej głosem, już niebawem gdzieś w kraterze odnajdę cię i ocalę…

…całe miasto. Wszak jest ta chęć w sercu każdego, mężnego rycerza, aby ocalić to co piękne i czyste, aby bronić słabszych i służyć sprawiedliwym, by walczyć ze złym, obrzydliwym i plugawym – Jean Francois zdawał sobie sprawę, że krucjata zapewne okaże się fiaskiem. W zasadzie to już niewiele z niej zostało, ale do jasnej cholery, jest bretońskim rycerzem!

Uniósł opancerzoną dłoń w geście ataku, pod przyłbicą mamrocząc modlitwę do Pani. Nic nie wiedział o mieście na wzgórzu: kto w nim żył, jakim językiem mówił i nawet jakich bogów teraz z trwogą imiona wymawiał. To nie miało dla niego żadnego znaczenia, obroni to miasto, albo zginie próbując…

…czegoś pysznego, myślała bezwiednie przeczesując srebrzysty pukiel włosów stanowiący wraz z błyszczącym kryształem wyjątkowy wisior. Karmazynowy uśmiech rozkwitł na bladej twarzy. Miała już klucz i tarczę. Starczyło ruszyć w kierunku gór, lecz najpierw miała ochotę na coś jeszcze.

Rzędy szkieletów i martwych ciał powoli brnęły naprzód ku miastu, lecz to nie miasto ją interesowało, ale słodka i aromatyczna krew Bretońskiej arystokracji. Jak rycersko z ich strony, że sami postanowili się ofiarować – myślała z rozbawieniem – gdy dobiegał do niej coraz głośniejszy tętent końskich kopyt…

…nagle zamilkł wyrywając mnie ze snu. Karawana zatrzymywała się na noc, lecz nieboskłon wciąż mienił się różem i fioletem. Zbyt wcześnie się zatrzymujemy. Spoglądam na zachód i nad tarczą słońca dostrzegam ją na nieboskłonie, ciągnącą za sobą coraz dłuższy ogon światła. Pozostając jeszcze niewidoczną dla innych, wita mnie jak utraconego kochanka, Azyr ozonem uderza w nozdrza. Mocniej ściskam kryształ w dłoni…

…z długimi pazurami, zaciskając się na stylisku topora. Tak-tak. Jeden z artefaktów po nim. Ale który najważniejszy? – Nerwowo drapie się pazurem po białym futrze tuż pod prawym rogiem, zaraz nad uchem. Pozostali patrzą i wyczekują. Głodni. Tak bardzo głodni. Przecież tak dobrze walczyli, a jedzenia tak mało, a jedzenie tak blisko. Tak-tak.

Zna już plany podziemi i wie gdzie ją znaleźć. Tak-tak. Zdobędzie resztę, ale najpierw wszyscy muszą zjeść. Świeże mięso jest tuż obok, już niemal czuje ten słodki smak, już czuje ten wspaniały zapach…

…lasu i drzew. Odwiecznym taniec natury, nakazujący śmierć i życie, zmianę i rozwój. Zawsze myślał, że największym zagrożeniem dla odwiecznego rytmu będą fałszywe nuty chaosu, chcące splugawić melodię życia. Lecz to nie fałsz był ostatecznym wrogiem, ale koniec muzyki. Wszak czyż można tańczyć bez ruchu? – Przeskoczył w piruecie na druga nogę już słysząc, że nadchodzą z podziemi. Wraz z nim cała trupa podążała w zgranym rytmie przesuwając się po leśnym runie, szeleszcząc, hałasując i śpiewając. Wszyscy wiedzieli, że ich odnajdą. Czas rozpocząć taniec śmierci…

…wszystkich towarzyszy, ich ciała spopielone w mgnieniu oka. Chcę ich uratować, uratować ją i nas wszystkich, ale musimy się śpieszyć. Czas jest wszystkim.

I kolejna rozmowa z przewodnikami. Mówię i proszę, nalegam i grożę, ale nawet moje złoto nie jest w stanie ich przekonać do nocnych podróży. Tłumaczą się potrzebującymi odpoczynku zwierzętami, niebezpieczeństwami, grasującymi bandami zielonoskórych. Za nic sobie mają, że jak się spóźnimy to całe armie staną na naszej drodze. Lecz gdy to mówię, tylko śmiech…

…roznosi się po całym obozie, wśród śpiewów i modlitw dziękczynnych. Skrupulatność, doświadczenie i dyscyplina stanowią podstawę dobrze funkcjonującej armii. Wszystkie przygotowania zakończone. Wozy pękają od zapasów, żołnierze w dobrym zdrowiu. Mają ostatni dzień wypoczynku przed czekającym ich ciężkim marszem. Wyzwań będzie sporo, dlatego dziś rozkazał rozluźnić warty. Żołnierz potrzebuje dyscypliny, ale potrzebuje też wypoczynku i pełnego żołądka, a jego ludzie z pewnością zasłużyli sobie na spokojną noc…

…na którą czekali, tak jak rozkazał Lief. A oni go słuchali, chociaż widać było, że każdy chciał się wykazać i udowodnić swoją przydatność. Z pewnością byli też tacy, którzy tylko czekali aż powinie mu się noga i sami przejmują jego tytuł. Mniejsza o to, jako nowy Jarl musi udowodnić, że potrafi zadbać o swoich ludzi, a wtedy jego wrogowie w nikim nie znajdą poparcia. Dalej, powoli zakradali się do obozu w czarną noc…

…czy to już kolejna? Spoglądam w niebo i wiem że tak. Tracę poczucie czasu, poczucie rzeczywistości. Lecz czym jest czas i rzeczywistość – zaklęte w krysztale i niezmienne? Jaki cel ma przeszłość jeżeli wydarza się teraz i potem? Dotrzemy jeszcze nad czarny brzeg, niebawem powinniśmy dostrzec lasy i góry, które nas tam zaprowadzą…

…gdzie jesteśmy im w stanie zapewnić odpowiedni opór – zagrzmiał Borsch Długobrody uderzając pięścią w stół. Nad Varn Drazh oczekują naszego wsparcia – jego głos echem odbijał się od wysokich sklepień głównej komnaty twierdzy – chociaż sami mogą tego jeszcze nie wiedzieć!

Wzdłuż sali rozległy się pomruki i chrząknięcia, zwiastujące iż ciągnąca się kolejny dzień dyskusja nie doczeka się rychłego końca. Poszczególni zebrani drapali się po brodach, oznajmiali o spisanych prawach, własnych intencjach i rozważali, czy też propozycja wysłania całej armii nie zostanie odebrana jako sugerująca brak honoru i samodzielności którejś z twierdz.

Borsch skrupulatnie balansował biel gniewu na twarzy czerwienią dodawaną przez kolejne kufle pieniącego się piwa. Nagle trzy dźwięczne uderzenia oznajmiły nadejście matriarchini.

Weszła spokojnie do sali z wysoko podniesioną głową otoczoną grubymi warkoczami misternie splecionych grubymi, jasnych włosów przyozdobionych licznymi, spinkami lśniącymi złotem i blaskiem drogocennych kamieni.

– Postanowiłam niezwłocznie wyruszyć z wizytą do matki. Ufam, że przygotujecie odpowiednią eskortę? – zabrzmiało dźwięcznie pytanie, niebędące pytaniem.

Kolejna fala pomruków przetoczyła się przez salę, ale wszyscy wiedzieli, że decyzja właśnie została podjęta…

…wiedział o tym przeżuwając kawał żylastego serca pełnego jeszcze gorącej, czarnej mazi. Spojrzał na pokryte burą sierścią ciało z rozerwanym korpusem i wiedział, że to był pierwszy ale nie ostatni z tych, którzy rzucą mu wyzwanie.

Szaman obserwował go z drugiej strony ogniska, więc wyprężył swoje mięśnie jeszcze bardziej wciąż przeżuwając. Wciąż czuł ból muskularnego karku, na którym ślady przeklętych kłów i pazurów nie goiły się tak szybko jak normalne rany. Stado nie znosi słabości wiedział o tym. Stado potrzebuje zwycięstwa. On potrzebuje zwycięstwa, inaczej skończy jak truchło leżące u jego stóp….

Powrót

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *