Skaveni

Wibrysy przesuwały się delikatnie po zimnej powierzchni. W ograniczonym umyśle szczura pojawiło się wrażenie kamienia. Już od jakiegoś czasu jego wyostrzone zmysły wyczuwały pod łapami rytmiczne falowanie, które z każdym kolejnym krokiem przybierało na sile. Szare stworzenie podniosło się na tylnych łapach utrzymując równowagę dzięki nagiemu ogonowi, marszcząc przy tym pyszczek i wciągając zapachy otoczenia. Wibrysy poruszały się szybko, a szczur rozpoznał doskonale znane sobie zapachy ziemi, butwiejących roślin oraz innych stworzeń, jakich można było spodziewać się w podziemnych tunelach. Jednak w powietrzu unosiło się coś jeszcze. Coś, co nadpływało od strony napotkanego przed chwilą kamienia, coś, co wyostrzony przez miliony lat ewolucji węch rozpoznał jako zapach polnych kwiatów. Coś, czego w tym miejscu być nie powinno.

Szczur pochylił się delikatnie do przodu, opierając przednie łapy na zimnej powierzchni. Jego prosty mózg zarejestrował rytmiczne drgania kamienia pod łapami. Gryzoń opuścił się na cztery łapy i skręcił w prawo starając się obejść przeszkodę utrzymując jednocześnie kontakt wibrysami z jej powierzchnią. Pokonał w ten sposób kilkanaście długości swojego ciała, po czym bez ostrzeżenia wibrysy straciły kontakt z powierzchnią. Szczur zatrzymał się na chwilę i podniósł głowę wciągając w nozdrza powietrze. Zapach kwiatów skierował go w lewo i gdy tylko szczur skierował w tą stronę swoje ciało, wibrysy ponownie dotknęły zimnego kamienia. Zakręt.

Gryzoń kontynuował swoją podróż i po krótkim czasie dotarł do kolejnego zakrętu. Później natrafił na jeszcze dwa zakręty, by wreszcie dotrzeć do miejsca, w którym wyczuł swój własny zapach. W umyśle szczura pojawiło się wyobrażenie prostokąta. Podczas tej wędrówki wokół niego, cały czas dało się odczuć, że drgania ziemi rozchodzą się falami od strony kamiennego bloku.

Szary gryzoń po raz kolejny wspiął się na tylne łapy, tym razem próbując wejść na kamienny prostokąt. Gładki kamień nie dawał żadnego punktu zaczepienia, więc po pewnym czasie zrezygnował z prób. Nie były one jednak całkowicie bezowocne, ponieważ w ich trakcie szczur upewnił się, że zapach polnych kwiatów dochodzi z góry.

To musi być to.

Szczur nie świętował, nie cieszył się z wykonania zadania. To po prostu się wydarzyło, tak jak wydarzało się od setek tysięcy lat, za każdym razem, gdy zwiadowca znajdował drogę do nowego żerowiska. Indukowane przez feromony poczucie przywiązania do stada kazało mu odwrócić się i rozpocząć długą wędrówkę do najbliższego gniazda, znacząc dla innych moczem drogę do prostokątnego kamienia. W gnieździe, za pomocą wykształconego przez tysiąclecia skomplikowanego języka pisków, zapachów i ułożenia ciała, przekaże swoim większym braciom i siostrom, że znalazł to, czego od dawna szukają.

Powrót