Wampiry

Do posterunku granicznego położonego poniżej przełączy podjechał konno stary mężczyzna. Za sobą zostawiał krętą ścieżką, Mroczny Las i niewygody, jakie musiał znosić w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Kiedy opuszczał Sylvanię, łany żyta i pszenicy pod Vanhaldenhofem dopiero wschodziły. Teraz pierwsze liście spadały już z drzew.

W srebrzystej poświacie Morrslieba widać było małe ognisko, przy którym grzało się trzech żołnierzy rozmawiając cicho. Usłyszawszy powolny stukot końskich kopyt, jeden z nich wstał opierając się na halabardzie i podszedł do szlabanu, który zastawiał drogę podróżnym chcącym dotrzeć do siodła przełęczy.

„Wer da?” Krzyknął w stronę starego mężczyzny, który w tym czasie zdążył już zbliżyć się do szlabanu na odległość kilku metrów.

„Moje prawo pytać, twoje odpowiadać! Kto wy?”

„Żołnierze,” odpowiedział skonfundowany trochę postawą podróżnego żołnierz. Jego dwaj towarzysze wstali przysłuchując się tej wymianie zdań.

„Jacy żołnierze?” spytał stary mężczyzna, po czym nie czekając na odpowiedź zeskoczył z siodła z młodzieńczą zwinnością.

„Mytnicy.”

„Skąd?” zapytał mężczyzna, podchodząc powoli do żołnierza i rozchylając prawą ręką poły czarnego, bogato zdobionego płaszcza, odsłaniając przy tym przypasaną sakiewkę.

„Z Akendorfu. Władyka Niegosz ustanowił latem myto za przejście przełęczy. Na utrzymanie dróg i walkę z bandytami i hultajstwem,” jego wzrok spoczął na sakiewce podróżnego.

„Walka z bandytami? Ile na ten zbożny cel?” Palce starego mężczyzny zaczęły rozplątywać rzemyk krępujący sakiewkę. Mytnik uśmiechnął się półgębkiem.

„Szylinga od nogi.”

„Tanio,” powiedział stary mężczyzna, a jego otwarta dłoń błyskawicznie znalazła się przy szyi żołnierza, który zacharczał żałośnie krztusząc się własną krwią. Szpikulec, ukryty do tej pory w rękawie płaszcza, wykwitł z szyi żołnierza by schować się w niej ponownie, kiedy mężczyzna cofnął lewą rękę. Żołnierz upadł. „Ale ja wezmę sobie za darmo. Was też,” powiedział cicho w kierunku dwóch żołnierzy, którzy rzucili się na pomoc towarzyszowi.

Kilka minut później cztery cienie przekroczyły siodło przełęczy. Jedna postać na koniu i trzy postacie ludzkie niezgrabnie powłóczące nogami.

Powrót

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *